O-KOP, nowy pomysł Kamysza



Od 1 lipca 2026 roku w Polsce ponownie mamy KOP. Minister Kamysz zatwierdził decyzję o powołaniu Komponentu Obrony Pogranicza. Jest to wyodrębniona w ramach struktur Wojsk Obrony Terytorialnej jednostka przeznaczona do działania w pasie granicy wschodniej.

Pięknie kojarzy się patriotom, bo nazwą nawiązuje do tradycji Korpusu Ochrony Pogranicza, który od 1924 roku przykładnie łoił skórę sowieckim dywersantom, a w kampanii wrześniowej zapisał piękną kartę czynu zbrojnego. I na tym kończą się pozytywne strony projektu. 

O-KOP ma liczyć 15 tysięcy żołnierzy i być w połowie uzawodowiony. Koniec z obywatelską gotowością pod bronią w województwach wschodnich. Koniec także z elastycznością wykorzystania istniejącej bazy WOT na tym obszarze, bo nowy twór, zorganizowany siłami trzech brygad terytorialnych, utraci swój wewnątrz-obszarowy charakter, stając się formacją na wskroś forteczną. Lekko uzbrojony garnizon, obsadzający umocnienia hipotetycznej Tarczy Wschód. Hipotetycznej? No cóż… Gdy niedawno przyjechali zachodni goście, aby podziwiać jej zalążki, nadwiślańscy gospodarze zabrali ich na poligon, gdzie wybudowano „odcinek testowy”, potiomkinowską atrapę, tam turyści mogą sobie strzelać selfie.

O-KOP odbierze Wojskom Obrony Terytorialnej jedną trzecią potencjału ludzkiego i przykuje go, jak galerników, do sztywnej linii fortyfikacji, a dla otuchy przydzieli obrońcom najnowsze drony i granatniki przeciwpancerne. Gdyby ktoś z planistów od Kamysza przeczytał choćby kilka stron klasyki, na przykład Von Clausewitza, rozumiałby, że po przerwaniu linii umocnień w jednym miejscu, cała reszta jest już bezużyteczna, a zatem obsadzające ją wojska, na sztywno zespolone z pozycją, można spisać na straty. Trzy brygady, szumnie od teraz nazywane Brygadami Obrony Pogranicza, nie będą już wspierać ludności zagrożonej wszelkiego rodzaju kryzysami, od powodzi po covid, bo ich struktura organizacyjna czyni z nich po prostu jeszcze jeden element w planistycznej układance Sztabu Generalnego. 

Z innych mankamentów warto wymienić i ten, że O-KOP, jako jednostka resortu obrony narodowej, ma ściśle współpracować ze Strażą Graniczną, podległą resortowi spraw wewnętrznych. Jeśli ktoś by szukał formuły na gwarantowaną katastrofę, niech się zgłosi do mózgowców Kosiniaka. Współpraca między dwoma resortami, jako fundament tworzonej od zera organizacji. I to organizacji, która jest dedykowana do przeciwdziałania sytuacjom gwałtownym, dynamicznym, wrzeszczącym we wszystkich narzeczach Rogu Afryki. Nie dość, że musisz podejmować mądre decyzje w krytycznej chwili, mając do namysłu minuty, jak nie sekundy, to jeszcze musisz najpierw dodzwonić się do zaspanego komendanta oddziału podlegającego innemu ministrowi, żeby uzgodnić, który bierze dzikusa z lewej, a który z prawej.

Oficjalnie kompetencje O-KOP i SG nie będą się nakładać, ale jeśli mamy dwie zbrojne struktury, odpowiedzialne za to samo, w tym samym miejscu, to wystarczy tylko jeden głupek z przerostem ambicji i niedorozwojem mózgu, aby cała budowla Kamysza posypała się, jak SAFE z kart.

Osiągnięcie gotowości bojowej przez O-KOP ma nastąpić w latach trzydziestych. Do tego czasu, o ile ktoś w 2027 roku nie odsunie tego dziadostwa od władzy, będziemy mieli na granicy niezły cyrk, bo WOT nie dość, że w biegu muszą wykroić ze swej struktury nową działkę, to jeszcze muszą wypracować pomysły na uzupełnienie stanów osobowych, dostosować programy szkolenia i zasiąść ze strażnikami granicznymi do stołu z wielką plastyczną mapą umysłu Kamysza, aby mozolnie uzgodnić procedury współpracy międzyresortowej.

Kolejny sukces rządzących, zaraz po pomyśle budowy rakiety kosmicznej. A jak tam plecak ewakuacyjny, panie ministrze? Nadal w gotowości do podróży na Zaleszczyki?

Komentarze

Popularne posty z tego bloga

Bartas - nieśmieszny błazenek

EMERMUND - Mundurowy System Emerytalno-Chorobowy

Mundurowego poloneza czas zacząć