Trepostan dawniej i dziś
Obecność
trepów w służbach jest tak stara, jak historia samych służb. Już jaskiniowy
trep przymykał oko, gdy rozchełstany dziadek falowo gnębił szablozębnego kota.
Trep, to zawsze trep, godna pogardy kreatura. Jednak ci dawniejsi przynajmniej znali się na robocie. Wprawdzie wyżywali się na podwładnych, ale oprócz tego wiedzieli, co robić, gdy trzeba było działać w alarmie, albo realizować pod presją dużo więcej zadań, niż przewidują instrukcje i regulaminy.
A potem zaczęto przyjmować coraz więcej koniosrajów, u których mobbing jest jedyną zdolnością. Nie OPRÓCZ innych, lecz ZAMIAST. Dla przykładu ten powiatowy imbecyl z PSP, mściwy tłuk, co ze swojej rangi zrozumiał tylko tyle, że to władza, kasa i prestiż. Ale „odpowiedzialność” pisze przez „dź”, takie ma o niej pojęcie.
Krótko mówiąc, dziś prawdziwych trepów już nie ma, na ich miejsce przychodzą tchórzliwi dyletanci, którzy w dupie byli i gówno widzieli, a wszelką krytykę traktują, jak śmiertelną zniewagę, na którą należy poskarżyć się u pani.
[]

Komentarze
Prześlij komentarz